HFM

artykulylista3

 

Demagnetyzator Stein Music DE-3

2227032016 001Jeśli znajdziecie się w miejscowości Muelheim an der Ruhr, to zapytajcie o starą słodownię. W jej zabytkowej wieży mieści się siedziba Stein Music. Zdjęcia z wnętrza pokazują, że panuje tam swobodna atmosfera, a na odwiedzających czeka wybór win.

 


 


 

Pod innym adresem, w angielskim Birmingham, znajduje się centrum zarządzania firmy. To pewnie tam zapadają strategiczne decyzje, dzięki którym oferta Stein Music jest tak różnorodna. Obejmuje źródła cyfrowe (odtwarzacz, napęd CD i DAC) i analogowe (wkładka MC, dwa przedwzmacniacze gramofonowe), dwa wzmacniacze zintegrowane i dzielony, a także głośniki, przewody i ciekawy wybór akcesoriów, służących poprawie brzmienia płyt CD i LP oraz korygujących akustykę pomieszczeń. Do recenzji dotarło tajemnicze czarne urządzenie, oznaczone symbolem DE-3. To demagnetyzator, czyli w powszechnej świadomości „maszyna robiąca ping”.

Z fizyką za pan brat
Po tym, jak jabłko spadło na głowę sir Izaaka Newtona (chociaż to podobno tylko barwna opowieść), rzeczy przybrały szybszy obrót i wkrótce świat poznał zasady dynamiki, opisujące związki pomiędzy ruchem ciał a siłami na nie działającymi.
Tym, czym w dynamice są zasady Newtona, tym dla zjawisk elektromagnetyzmu są cztery równania Maxwella. Zostały one opracowane na podstawie wcześniej sformułowanych praw fizycznych. Elektrodynamika Maxwella łączy w ramach jednej, wspólnej teorii zjawiska magnetyczne, elektryczne i optyczne. Dokładne przedstawienie tych równań przekracza nawet zakres pisma popularno-naukowego, a co dopiero naszego magazynu. Spróbujemy więc przedstawić ich idee, bez zagłębiania się we wzory postaci całkowych i różniczkowych.
Pierwsze równanie Maxwella opisuje prawo indukcji elektromagnetycznej Faradaya. Zgodnie z nim, zmienne w czasie pole magnetyczne wytwarza wokół sobie pole elektryczne, indukując w przewodniku elektrycznym prąd elektryczny przewodnictwa, a w dielektryku – prąd przesunięcia.

Drugie równanie rozszerza prawo Ampere’a, opisując zjawiska wywołane prądami przewodnictwa i przesunięcia. Stwierdza, że zmienne w czasie pole elektryczne wytwarza wokół siebie pole magnetyczne. Prąd (przepływ ładunku) otoczony jest więc polem magnetycznym.
Trzecie równanie Maxwella odnosi się do prawa Gaussa dla pola elektrycznego. Zgodnie z nim ładunki pozostające w spoczynku są źródłem pola elektrycznego wokół nich, a linie tego pola zaczynają się lub kończą w ładunkach.
Czwarte równanie to prawo Gaussa dla pola magnetycznego, opisujące, że jest ono bezźródłowe, to znaczy, że nie istnieją ani ładunki magnetyczne, ani prądy magnetyczne. Pomiędzy zjawiskami magnetycznymi i elektrycznymi panuje więc pewna asymetria.
Znacznie uogólniając powyższe: uporządkowany ruch elektronów wywołuje zjawiska magnetyczne. Pola elektryczne i magnetyczne są nierozłączne. W świetle tej teorii poprawniej jest mówić o zjawiskach elektromagnetycznych niż rozpatrywać je oddzielnie z ramach klas zjawisk elektrycznych czy magnetycznych.

2227032016 002Zasilanie.


Z kolei zjawiska elektrostatyczne dotyczą przedmiotów nie będących w ruchu. Indukcja elektrostatyczna to zjawisko wywoływane oddziaływaniem elementu mającego określony ładunek elektryczny na inny element, znajdujący się w bezpośrednim sąsiedztwie. Powoduje ona przesunięcie i nierównomierny rozkład ładunku w tym elemencie.
Podobny, nierównomierny rozkład charakteryzuje większość elementów namagnesowanych. Magnetyzacja przedmiotów jest zjawiskiem fizycznym, wynikającym z właściwości budowy materiałów magnetycznych. Elektrony, jako trwałe cząstki elementarne obdarzone masą, mające ujemny ładunek elektryczny, poruszające się w strukturze atomów, wykazują orbitalne i spinowe momenty magnetyczne. Suma tych momentów wytworzonych w jednostce objętości danej substancji określa wielkość magnetyzacji.
Odpowiednia struktura i skład materiałów (np. magnesów) powodują, że wielkość ta może być istotna i mierzalna, a ich właściwości – wykorzystane w wielu dziedzinach techniki, chociażby wytwarzania prądu we wkładkach gramofonowych lub powodowania ruchu membrany w głośnikach.

Zgodnie z zasadami fizyki, demagnetyzacji dokonuje się poprzez umieszczenie namagnesowanego przedmiotu w zanikającym przemiennym polu magnetycznym lub poprzez przesuwanie go przez światło cewki zasilanej prądem zmiennym, np. z sieci. O wyborze metody zadecyduje charakter demagnetyzowanego przedmiotu. Najlepszym rozwiązaniem wydają się urządzenia o określonym przeznaczeniu. W celu demagnetyzacji statków budowano duże stacje nadbrzeżne lub specjalne okręty zadaniowe. W innych przypadkach skuteczne mogą się okazać sposoby domowe, np. silne pole magnetyczne, wytwarzane przez cewkę lutownicy przemieszczaną ponad powierzchnią maski kineskopu lampowego pozwalało na jej demagnetyzację. Demagnetyzacji mogą wymagać też niewielkie elementy stalowe, jak śrubki lub elementy zegarków.
Stein Music DE-3 służy do rozmagnesowywania płyt CD i LP oraz przewodów. W przypadku kabli – z tworzącymi je przewodnikami i izolatorami – sprawa wydaje się bardziej oczywista. Pytaniem zasadniczym jest, czy elementy takie jak CD i LP mogą w ogóle ulegać magnesowaniu? Płyty z pewnością mogą ulec naelektryzowaniu, czyli mieć nierównomiernie rozłożony ładunek elektryczny. Przyczyną może być np. pocieranie lub indukcja. Poruszające się wraz z płytą ładunki mogą generować zjawiska elektromagnetyczne, zgodnie z przytoczonymi powyżej prawami. Demagnetyzator może wyrównać rozmieszczenie ładunków elektrycznych poprzez przyłożenie pola magnetycznego i stopniowe jego zmniejszanie. Jak mają się do tego wirujące elementy metalowe (talerze gramofonów, krążki dociskające płyty CD), silniki napędów, układy generatorów we wkładkach gramofonowych czy wiązki elektromagnetyczne głowic laserowych, tego nie jestem w stanie przeanalizować. Istnieją jednak podstawy fizyczne, wyjaśniające, dlaczego zadziałanie na jeden z elementów układanki elektromagnetycznej może wpływać na pozostałe. A czy przez to może wpływać na dźwięk uzyskany z tak potraktowanych nośników?
I oto po raz kolejny znalazłem się na krawędzi nauki i audiofilskiego voodoo.

Budowa
O budowie demagnetyzatora Stein Music DE-3 wiadomo niewiele. Sama obudowa jest bardzo estetyczna, chociaż ze względu na jej rozmiary trudno określić urządzenie jako poręczne. Górną pokrywę wykonano z akrylu i wyposażono w jedyny manipulator – włącznik z niebieskim podświetleniem. Boki wyprofilowano z akrylu i zaokrąglono. Całość jest utrzymana w głęboko czarnej tonacji, więc widać na niej każdą drobinę kurzu i najmniejsze ryski powstające w trakcie czyszczenia. Napięcie 16 V dostarcza zewnętrzny zasilacz.
Po podniesieniu górnej płyty widać mniejszą elegancję w postaci surowej płyty z pacniętą na środek grudą plastelinopodobnej substancji. Pod płytą znajduje się osiem generatorów pola magnetycznego. Trudno dokładnie określić ich rozmieszczenie, ale prawdopodobnie na każdym boku znajdują się po dwa. Ich rdzenie wykonano z miękkich ferrytów, a cewki nawinięto drutem z miedzi o wysokiej czystości. Bezpośrednie zasilanie dostarcza dwukanałowy wzmacniacz, uruchamiający odpowiednią sekwencję demagnetyzacji. Dobór materiałów oraz sekwencji zapewnia właściwy rozkład pola i jego działanie na określonym obszarze. Tyle wynika z deklaracji producenta.
Wszystko to w niebagatelnej cenie blisko 8400 zł.

2227032016 002Wnętrze może
nie wzbudzić aplauzu.


Konfiguracja
Jedynym przygotowaniem demagnetyzera do pracy jest podłączenie zewnętrznego zasilacza, przypominającego zasilacz laptopa. Duża górna powierzchnia DE-3 pozwala umieścić na niej płytę LP lub CD, ale także odpowiednio ułożone przewody. Płyty winylowe mogą pozostać w wewnętrznej kopercie.
Urządzenie wyposażono w jeden podświetlany na niebiesko włącznik. Jego naciśnięcie uruchamia proces demagnetyzacji. Procedura trwa 10 sekund i towarzyszy jej cichy sygnał dźwiękowy. W tym czasie układ cewek generuje zmienne pole magnetyczne o odpowiednim rozkładzie i sekwencji wygaszania. Po zakończeniu podświetlenie włącznika gaśnie i urządzenie nie daje innych oznak życia. Zgodnie z sugestią dystrybutora, każdą płytę CD i LP poddawałem procesowi po trzy razy, zmieniając ich strony. Jednak nawet jednokrotne i jednostronne poddanie płyt procedurze demagnetyzacji dawało słyszalny efekt.
Odsłuch polegał na przesłuchaniu 2-3 minutowego fragmentu utworu lub kilku utworów z danego nośnika, a następnie zdemagnetyzowaniu go i ponownym odsłuchu tego samego materiału.
Płyty CD odtwarzał Audio Research CD-7; analogowe – Garrard 401 z ramionami SME-312 i Ortofon AS-212 oraz wkładkami, odpowiednio, Audiotechnica AT-33PTG/2 i AT-Mono3/LP. Pozostałe elementy systemu składały się ze stopnia korekcyjnego Amplifikator Pre-Gramofonowy, przedwzmacniacza McIntosh C-48, końcówek mocy McIntosh MC-252 (tranzystorowa) i MC-2102 (lampowa) oraz kolumn ATC SCM-35 i Dynaudio Contour 3.4 SE. System grał w pomieszczeniu profesjonalnie zaadaptowanym akustycznie.

Wrażenia odsłuchowe
Stein Music DE-3 dość długo czekał na sprawdzenie jego umiejętności. Może dlatego, że bardziej ochoczo podszedłem do testów wkładki gramofonowej i kolumn niż wielkiej czarnej bryły z akrylu. A może dlatego, że z urządzeniem nie dotarła instrukcja obsługi. Pozostały poszukiwania w internecie (niezbyt owocne) i rozpoznanie bojem (jak pod Lenino). Czas na DE-3 przyszedł w czasie odsłuchu starej monofonicznej płyty LP „Jazz Jamboree 64, Vol. 1” (Muza Polskie Nagrania), słuchanej pewnie zylion razy, a więc ze względu na zużycie niebędącej audiofilską. Po potraktowaniu DE-3 dźwięk, początkowo „stary i zużyty”, lekko nerwowy i rozedrgany, z nałożonymi trzaskami, uległ nieoczekiwanej przeze mnie metamorfozie. Nagle zyskał klarowny spokój i nośność. Jakby został pozbawiony irytujących elementów, bałaganu, ale także części elektrostatycznych trzasków. Płyta „chodziła” ciszej i płynniej; z większą kulturą. Lepiej było słychać separację dźwięków oraz kontrast miedzy nimi a tłem.
Od tego czasu odsłuch każdej płyty LP i CD rozpoczynał się od krótkiej rozgrzewki, potem następowała „demagnetyzacja’, a następnie odsłuch właściwy.

2227032016 002Stein Music DE-3 w komplecie.

Kwestia nazwania oraz określenie zakresu zmian, wprowadzanych przez DE-3, prawdopodobnie może się nieco różnić, zależnie od systemu odsłuchowego. Sprzęt podany powyżej, grający w pomieszczeniu zaadaptowanym akustycznie, pozwala oceniać zmianę każdego z elementów go tworzących. Zmiany są bardziej oczywiste w przypadku urządzeń. W przypadku przewodów nie powinny sprawiać kłopotu uważnemu słuchaczowi, przy czym wtedy sprowadzają się do pewnych aspektów brzmienia.
W przypadku akcesorium Stein Music, które nie znajdowało się przecież w torze fonicznym, odczuwalny efekt zmiany okazał się ewidentnie bardziej wyraźny. Zjawisko jest odczuwalne już na poziomie ogólnej percepcji dźwięku i nie wymaga głębokiego skupienia. Przeciwnie, zademonstrowane laikom w trakcie spotkania towarzyskiego nie budziło wątpliwości. Efekt, zaprezentowany w jednym z audiofilskich salonów sprzedaży, przekonywał także nieco sceptycznie nastawionych profesjonalistów.
Wnikając głębiej w obserwowane zmiany, po zastosowaniu Stein Music DE-3 dźwięk z nośników CD i LP staje się lepiej zdefiniowany, czytelniejszy, bardziej rozdzielczy. Ta poprawa rozdzielczości nie ma nic wspólnego z wyostrzeniem, ani zmianą barwy. Jest to raczej uspokojenie brzmienia, jego lepsza kontrola, odczuwalna w dziedzinie mikrodynamicznej.

2227032016 002DE-3 w akcji.


Podjąłem również próbę zastosowania DE-3 przy zgrywaniu pliku w formacie wav z płyty CD. W tym celu zripowałem nagrania dobrej jakości z płyty zdjętej z półki, a następnie te same utwory po przeprowadzeniu demagnetyzacji. Muszę przyznać, że na odtwarzanych z pendrive’a USB nie słyszałem tak istotnej różnicy brzmienia, jak w formacie oryginalnym. Chociaż nie zaprę się, że nie było jej wcale.
Podejrzewam, że efekt działania demagnetyzatora docenią osoby, które mają dobre systemy, to znaczy systemy, których brzmienie nie jest determinowane zniekształceniami wnoszonymi przez słabe urządzenia, ale głównie przez złą akustykę pomieszczenia.
Trudno mi określić, jak długo utrzymuje się efekt działania DE-3 i jak często należy lub jak często warto stosować demagnetyzator. Według informacji znalezionych w sieci, w przypadku płyt CD efekt może trwać nawet do trzech tygodni. Czy zależy to od częstości słuchania danej płyty, tego już nie wiem. Ale będę mógł to na spokojnie sprawdzić w przyszłości.

Konkluzja
Można wierzyć, można nie wierzyć. Sprawdzić zdecydowanie warto. W moim systemie Stein Music DE-3 pozostaje. Jako niezbędnik..



 

 

DemagnetyzatorDE3 o




Paweł Gołębiewski
Źródło: HFM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

 

 

Komentarze  

+7 #1 JARUL 2016-07-08 13:44
TRAGEDIA, CZY TO ARTYKUŁ PROMOCYJNY?
Cytować | Zgłoś administratorowi
+6 #2 Anonymous 2017-01-28 15:59
Taki artykuł nie miał by prawa bytu nawet na jakiejś interii czy onecie, ale hi-fi czytają pewnie tylko bezmózgi. Ludzie dlaczego nic z tym nie robicie ?
Cytować | Zgłoś administratorowi
+5 #3 Bzdura! 2017-01-29 12:52
Co za bzdura!

Polecam zobaczyć film na kanale RS dotyczący tego artykułu: www.youtube.com/.../

Prezentowany sprzęt to kompletne audio-voodoo, oszukiwanie ludzi i robienie k**** z fizyki.
Cytować | Zgłoś administratorowi
+6 #4 Alan K 2017-01-29 13:07
Ciekawe czy urządzenie zadziała z moją kolekcją kaset? Warto kupić? Mam dużo już mocno zużytych albumów i zastanawiam się czy demagnetyzator poprawi także jakość moich taśm?
Cytować | Zgłoś administratorowi
+5 #5 Dod 2017-01-29 18:35
ktoś to czytał przed publikacją, po pierwsze czy redakcja kupiła za własne pieniądze to coś przed publikacją?
takimi artykułami tracicie wiarygodność całkowicie, wyskoć co piszecie zaczyna być śmiesznie
Cytować | Zgłoś administratorowi
+3 #6 szymon207 2017-03-02 23:03
Po tej pseudo recenzji i kilku innych podobnych nie wydam na to pismo już ani grosza a przez lata byłem wiernym czytelnikiem, dawniej jeszcze trzymało poziom a teraz to tragedia - tylko kasa się liczy
Cytować | Zgłoś administratorowi
-3 #7 Maciej Stryjecki 2017-03-03 15:40
Odpowiedź na te wszystkie komentarze znajdziecie we wstępniaku do numeru 2/2017. Wersja elektroniczna tutaj: e.hfm.pl/
Cytować | Zgłoś administratorowi