HFM

artykulylista3

 

Beth Hart - Fire on the Floor

cd122016 020

Mascot Music 2016
Dystrybucja Mystic Production

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Hart to wokalistka z ikrą. Mogliśmy się o tym przekonać, kiedy występowała w Polsce. Wykonała wtedy nawet utwór „Whole Lotta Love” z repertuaru Led Zeppelin. Niedawno występowała z mistrzem gitary Joe Bonamassą i także wymiatała. Premierowa płyta potwierdza, że i bez znanych współpracowników oraz w autorskim repertuarze Hart radzi sobie wzorowo. Ogień w tytule krążka zapowiada sporo dynamiki. Rzeczywiście jest ona obecna, lecz nieczęsto. Album zaczyna się zupełnie nieoczekiwanym dla Hart utworem „Jazz Man”. Tytuł mówi sam za siebie, więc nie będę się zagłębiał w stylistyczne niuanse. Z kolei drugie nagranie, przynajmniej na początku, jest dalekie od kojarzącego się z piosenkarką rockowego repertuaru. Dominuje raczej klimat R&B. W „Let’s Get Together” pojawia się skoczna melodia, jakby do odpoczynku przy drinkach z parasolką w nadmorskim barze. Dopiero w „Fat Man” słychać rockowy riff. Dalej dominują spokojniejsze klimaty, a piosenka finałowa jest już zupełnie melancholijna. W sumie świetny album, o ile komuś nie przeszkadza, że wykonawczyni złagodniała.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 10/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Barrelhouse Chuck - Remembering The Masters

cd122016 022

The Sirens Records 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Urodzony w Ohio pianista i wokalista bluesowy Barrelhouse Chuck pierwsze kroki na scenie stawiał pod okiem takich znakomitości, jak Sunnyland Slim i Pinetop Perkins. Od lat mieszka w Chicago i koncertuje z tamtejszymi animatorami bluesa. Na „Remembering The Masters” towarzyszy mu wieloletni współpracownik Billy Flynn. Albumem tym Barrelhouse Chuck oddaje hołd swym mistrzom, doskonale interpretując tematy m.in. J. B. Lenoira, Floyda Jonesa czy Irvinga Berlina. Wykonuje też autorskie kompozycje, utrzymane w konwencji klasycznego chicagowskiego bluesa. Słuchając albumu, chwilami trudno uwierzyć, że nagrania powstały w drugiej dekadzie XXI wieku. Charakterystyczny styl gry, stylowy głos i wokalna maniera plus archaicznie brzmiące partie gitary składają się na porażający efekt. Własne kompozycje pianisty stapiają się z historycznymi bluesami, tworząc znakomitą całość. To wyśmienity, iście mistrzowski recital w starym tylu! Dobrze, że są jeszcze artyści, którzy pozostają wierni bluesowej tradycji. Dzięki nim albumy takie jak ten stanowią ponadczasowy dokument chicagowskiego dziedzictwa.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 10/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Chelsea Grin - Self Inflicted

cd122016 024

Rise 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Gdy do Chelsea Grin dołączył były gitarzysta Born Of Osiris – Jason Richardson, muzyka zespołu wyraźnie się poprawiła. Ich poprzedniego albumu można było słuchać z przyjemnością. Niestety, od kiedy muzyk odszedł z kapeli, poziom zdecydowanie się obniżył. Poprzednia płyta zespołu spotkała się z mieszanym przyjęciem. Dotychczasowi fani, przyzwyczajeni do prostoty i masywności brzmień, zostali przytłoczeni pojawieniem się treści. Okazuje się, że malkontenci osiągnęli sukces. Zamiast kontynuować zmiany na lepsze, zespół dał za wygraną i wrócił do prymitywnych riffów na pojedynczych strunach, bardziej złożone zagrywki zachowując na wyjątkowe okazje. Przez porażającą większość „Self Inflicted” jesteśmy więc karmieni sztampowymi motywami deathcore’owymi. Monotonia dominuje tak wyraźnie, że trudno stwierdzić, kiedy dokładnie zaczyna się breakdown, a kiedy refren czy zwrotka. Wszystko zlewa się w banalną, nużącą papkę, z której jedynie z rzadka wyłania się coś wartego uwagi. Ci, którzy mieli nadzieję, że kolejny przedstawiciel deathcore’u dołączy do grona zespołów, na których albumy warto czekać, muszą się obejść smakiem.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 10/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Jeff Beck - Loud Hailer

cd092016 008

Atco 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Jeff Beck znów w dobrej formie. Angielski muzyk stawiał pierwsze kroki na scenie w latach 60. XX wieku. Grał wówczas w formacji Yardbirds, a później stworzył własny zespół, z Rodem Stewartem na wokalu. Gitara Becka podbiła świat. Od tamtej pory wszystkie jego nagrania witane są z zainteresowaniem. Beck potrafi grać – wiedzą o tym melomani, krytycy muzyczni oraz inni artyści, którzy chętnie z nim współpracują. Roger Waters zaprosił gitarzystę, aby ten ubarwił jego album „Amused To Death”. Efekt okazał się fantastyczny! „Loud Hailer” to kawał fachowej roboty. Wprawdzie trafiło się parę mniej udanych kompozycji, jak choćby otwierająca „The Revolution Will Be Televised” czy „Pull It”, ale są one tylko nieznacznie słabsze od reszty. Cały materiał jest wysokiej próby i zawiera mnóstwo perełek. Wyróżnia się zwłaszcza „Scared for the Children”. Utwór w starym stylu, ale nowocześnie podany. Beck gra popisowo, a melodia wciąga. Rosie Bones w roli wokalistki radzi sobie świetnie. Zresztą, nie tylko w tym utworze. Nagranie „Ballad of the Jersey Wives” także robi wrażenie. Nowy krążek Becka to gratka dla miłośników rockowej gitary i amatorów kobiecego śpiewania w stylu R&B.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 09/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

In Mourning - Afterglow

cd092016 009

Agonia 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

In Mourning weszli na scenę w wielkim stylu. Świetny debiut wsparli w kolejnych latach równie solidnymi produkcjami, a połączenie progresywy, doomu i melodeathu w ich wydaniu za każdym razem wywierało piorunujące wrażenie. Niestety, ich najnowsza propozycja to lekki spadek formy. Kompozycje na „Afterglow” zostały niepotrzebnie rozciągnięte. Pewne motywy zostały zapętlone zbyt wiele razy, a na oczekiwane rozwinięcia trzeba się naczekać. Momentami brzmienie trąci minimalizmem, który akurat w death metalu prowadzi donikąd. Niemniej ciągle znajdziemy tu ciężkie, lecz melodyjne i wpadające w ucho riffy, w których łączą się motywy melodeathu z doomem. Przeplatając elementy cięższe z nastrojowymi melodiami i czystym śpiewem, muzycy stworzyli ciekawą mieszankę. Zgniata ona słuchacza swą potęgą, intryguje nieszablonowymi kompozycjami, a w końcu porywa chłodnym, skandynawskim klimatem. Pewne fragmenty, jak na przykład solówka w „The Grinning Mist”, to prawdziwe perły, które przypominają, na co stać tę grupę. „Afterglow” to bardzo dobry album zespołu, który przyzwyczaił nas do płyt wybitnych.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 09/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

First Fragment - Dasein

cd092016 011

Unique Leader 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Niektórzy muzycy technical deathmetalowi wykorzystują swoje umiejętności w przemyślany sposób. Budują wyszukane harmonie, stosują nietypowe tonacje czy układają monumentalne kompozycje. Inni z uśmiechem na ustach skaczą w wir szalonych pomysłów. Panowie z First Fragment należą do tej drugiej kategorii i nawet jeśli komuś nie podoba się takie podejście, trzeba przyznać, że są mistrzami. Na „Dasein” znajdziemy wszystko poza umiarem. Zewsząd jesteśmy atakowani przez furię sekcji rytmicznej, intrygujące zagrywki oraz możliwie najszybsze, gęsto upakowane pasaże, którymi szafują gitarzyści i basista. Solówkom nie ma końca, a po każdej można odnieść wrażenie, że właśnie byliśmy świadkami wiekopomnego wydarzenia, w którym granice ludzkich możliwości zostały przesunięte. Do szalonej natury albumu dokładają się również nieoczekiwane nawiązania do innych gatunków, jak muzyka klasyczna, folk czy jazz, od których zespół nie stroni. Jest to zatem festiwal popisów technicznych, lecz zawsze z pomysłem. „Dasein” to niedorzecznie przesadzony album, który imponuje do tego stopnia, że nie da się przejść obok niego obojętnie. Fani rozsądnej, stonowanej muzyki odbiją się od niego jak od ściany.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 09/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF