HFM

artykulylista3

 

Witherscape - The Northern Sanctuary

cd112016 009

Century Media 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Każdy kolejny album, w którym palce macza Dan Swanö, to powód do ekscytacji. Nieraz już udowodnił, że świetnie sobie radzi nie tylko w świecie ekstremalnego metalu, lecz także w gatunkach bardziej melodyjnych czy progresywnych. „The Northern Sanctuary” utrzymuje wysoki poziom i przynosi kolejną porcję ciężkich, a jednocześnie chwytliwych utworów. Niepowtarzalny charakter zespołu bije z każdego motywu. Istotną rolę odgrywają tu wokale samego Swanö, który należy do grona najlepszych wokalistów metalowych. Growle uderzają jak mało które, a lekko zachrypnięty, melodyjny głos oczarowuje. Partie klawiszy wprowadzają do utworów niepowtarzalny klimat. Ich ciągła obecność urozmaica aranżacje i dodaje im głębi. Muzycy nie boją się polifonii i często prowadzą po kilka linii melodycznych jednocześnie. Charakter riffów również ma tu znaczenie. Z jednej strony, słychać wpływy melodic death metalu z Göteborga; z drugiej – można wyczuć domieszki takich gatunków, jak gotycki czy klasyczny heavy metal, a przede wszystkim potężną ilość progresywy, dzięki której wszystkie motywy są należycie rozbudowane. „The Northern Sanctuary” to prawdziwa uczta dla wszystkich fanów Dana Swanö. Zaś dla tych, którzy jeszcze go nie znają – furtka do eksploracji jego twórczości.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 11/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Oracles - Miserycorde

cd112016 004

Deadlight Entertainment 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Wygląda na to, że wydanie wyśmienitego „Retrogore” nie wystarczyło zespołowi – ich poboczny projekt serwuje kolejną porcję znakomitego death metalu. Muzyka jest tak oryginalna, że trudno ją podciągnąć pod konkretny podgatunek. Oracles łączą tu sekcję rytmiczną brutalnych odmian gatunku i potężne growle Svena de Caluwé z kontrastowymi żeńskimi wokalami oraz elementami industrialno-symfonicznymi. Jak już wcześniej udowodniło Fleshgod Apocalypse, takie zestawienie daje niesamowite rezultaty. Tak się dzieje również w przypadku Oracles. Partie perkusji przypominają tu serie z karabinu maszynowego. Gitarowe riffy oraz ryk wokalisty nie tracą masy w połączeniu z melodyjnym głosem Sanny Salou czy klawiszowym podkładem. W przeciwieństwie do wspomnianych Fleshgod Apocalypse, twórcy ułożyli kompozycje nie przeplatając składników. Operują nimi na zasadzie kontrastu; mimo to stworzyli spójny przekaz. Potęga sekcji rytmicznej jest tu przełamywana, a nie wspomagana przez fragmenty symfoniczne. Dzięki temu płyta jest nieprzewidywalna i nie nudzi. „Miserycorde” to bez wątpienia interesujące wydawnictwo. Jest to album jednocześnie delikatny i ciężki, melodyjny i brutalny. Fani łączenia przeciwieństw z pewnością znajdą tu coś dla siebie.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 11/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Myrath - Legacy

cd112016 006

Verycords 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Myrath dowodzi tezy, że metal z mniej oczywistych miejsc potrafi zaimponować. Zespół umiejętnie balansuje pomiędzy skomplikowanymi strukturami metalu progresywnego oraz przystępnymi melodiami, które przyciągnęłyby szerszą publiczność. Choć w kompozycjach nie ma eksperymentów z konwencją, to szeroka paleta brzmień bez trudu wypełnia ewentualne braki. Mocno obecne są także motywy z ojczyzny muzyków – Tunezji. Instrumenty smyczkowe, charakterystyczne dla muzyki arabskiej, to nie tylko haczyk, ale integralna część większości utworów. Twórcy skupiają się na wyśmienitych, chwytliwych wokalach oraz partiach klawiszowych, przez co pozostałym instrumentalistom zdarza się zejść na dalszy plan. Gdyby pisząc swoje kompozycje, zespół w równym stopniu wykorzystał talenty wszystkich członków, trudno byłoby się do czegoś przyczepić. „Legacy” to jeden z tych albumów, które – prezentując wyjątkowo wysoki poziom artystyczny – są w stanie trafić także do niezbyt wyrobionych słuchaczy. Przy tej płycie źle bawić się będą jedynie najwięksi przeciwnicy przystępnego brzmienia w metalu.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 11/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Gojira - Magma

cd112016 015

Roadrunner 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Jak już się wielokrotnie przekonaliśmy, nawet najbardziej oryginalna formuła w końcu powszednieje. Na szczęście panowie z Gojiry w porę zdali sobie z tego sprawę i na swoim najnowszym albumie skręcają w stronę bardziej melodyjnych i nastrojowych brzmień. „Magma” rozczaruje wielu dotychczasowych fanów, ale przysporzy grupie nowych. Zmiany są faktycznie odczuwalne i jeśli ktoś do tej pory cenił zespół wyłącznie za agresywne łojenie, nie znajdzie tu wiele dla siebie. Charakterystyczne riffy, łączące potężną sekcję rytmiczną z piskiem wysokich rejestrów gitar, dalej cieszą uszy, lecz częściej zwalniają tempa. Słychać też więcej eksperymentów z brzmieniem, zamiast dodawania kompozycjom masy. Chociaż zagrywki z reguły zaskakują kreatywnością, to niekiedy brakuje im rozwinięcia. Sporadyczne dłużyzny, w połączeniu z obecnością niewiele wnoszących przerywników, a także krótkość albumu powodują, że odnosi się wrażenie, iż „Magma” nie oferuje zbyt dużo czystej treści. Najnowsze dzieło Gojiry nie przekona wszystkich. To odważny ruch i chociaż nie wszystko wyszło tak, jak powinno, to z pewnością jest to krok w dobrą stronę.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 11/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Red Hot Chili Peppers - The Getaway

cd112016 018

Warner Bros. Records 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Red Hot Chili Peppers pojawili się na scenie Los Angeles w 1983 roku. Od tego czasu pozostają wierni rockowi z dużą dawką funku i elementami reggae. Jedenasty krążek studyjny amerykańskiego kwartetu nie przynosi stylistycznej rewolucji. Zapewne dlatego, że w składzie pozostaje trzech stałych członków formacji. Oprócz założycieli – Anthony’ego Kiedisa (wokal) i Michaela Petera Balzary’ego, znanego pod pseudonimem Flea (bas) – nadal słyszymy grającego z nimi od 1989 roku Chada Smitha (perkusja). Jedynie poprzedniego gitarzystę, Johna Frusciante, zastąpił w 2009 roku Josh Klinghoffer. Program rozpoczyna dobrze brzmiący, podany z właściwą dla RHCP energią, utwór tytułowy. Moim zdaniem to właśnie on, a nie wydane na singlu „Dark Necessities”, powinien promować album. Ale może charakterystyczna dla grupy partia gitary basowej zadecydowała o takim wyborze? Album jest bardzo typowy dla RHCP, dość równy pod względem poziomu nagrań, za co muzykom należy się pochwała. Niełatwo wybrać najlepsze kawałki. Na razie stawiam na melodyjny „Sick Love”, który akurat najbardziej odbiega od znanej stylistyki. No cóż, po 33 latach estradowej aktywności trudno o krążek dorównujący albumowi „Blood Sugar Sex Magik” (1991).

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 11/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

The Avalanches - Wildflower

cd112016 017

XL Recordings 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Wydaje się, że dzięki postępowi techniki coraz łatwiej zrealizować album i uzyskać na nim dobry, niekiedy audiofilski dźwięk. Nie brakuje jednak wykonawców, którzy wciąż starają się grać jak dawniej. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jedynie powielali stare klimaty. Tylko że, nie wiedzieć czemu, próbują przypominać stare brzmienia, jakby nowe techniki realizacji ich nie bawiły. Imitują dawne niedoskonałości mikrofonów i dogrywają charakterystyczne trzaski, znane z czarnych płyt. Przykładem omawiany longplay „Wildflower”. Do celów recenzji celowo użyłem archaicznego nośnika winylowego, mimo że w sklepach album pojawił się również na kompakcie. Zrobiłem to, ponieważ nawet na CD nie ma ucieczki od umyślnie dogranych trzasków. A sama muzyka? Też taka z dawnych lat. Coś między Radiem Luxembourg a ścieżką dźwiękową do reklamy płatków owsianych. Ta ostatnia najwyraźniej chodzi muzykom po głowie – wystarczy posłuchać nagrania tytułowego. Ale jeśli ktoś lubi eksperymenty, ma ich w zestawie „Wildflower” aż 21. Na finał jest nawet sobotnia melodeklamacja („Saturday Night Inside Out”).

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 11/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF