HFM

artykulylista3

 

10 znakomitych utworów na podróż autem

82 85 Hifi 06 2017002

Serce rośnie u progu lata. Czego byśmy nie robili i jak wielu zobowiązań nie mieli – o tej porze roku świat zawsze lekko zwalnia. Siłą rzeczy, mamy więcej czasu na sublimowanie zmysłowości i celebrowanie dobrej muzyki.

Niektórzy z nas wkrótce wyruszą na coroczne eskapady. Pamiętajmy, że przekręcenie kluczyka w stacyjce to już początek wakacji. Nie traktujmy podróży jako zła koniecznego. Cieszmy się krajobrazami i wzbogaćmy je pięknymi, pasującymi do okoliczności dźwiękami.




Oto pierwsza część letniej trylogii: 10 znakomitych utworów na podróż.

 

82 85 Hifi 06 2017001



1.    Belinda Carlisle „Circle In The Sand” z płyty „Heaven On Earth” (1987)
Zacznijmy łagodnie. Trzeba jakoś wyjechać z miasta, a atakowanie się dynamicznymi utworami w korkach to nie najlepszy pomysł. Belinda Carlisle będzie świetna na początek. Uwielbiam ją. Jest piękna, subtelna, a jednocześnie bardziej rockowa od niejednego rockmana.
Zaczynała w popowo-punkowym girlsbandzie The Go-Go’s. Wówczas słodka, ale pulchniutka. Do solowej kariery schudła, zmieniła garderobę na bardziej kobiecą i zapuściła włosy. Nabrała też niepowtarzalnego sznytu pod względem muzycznym.
Polecany utwór to jeden z największych hitów wokalistki, mocno wyeksploatowany przez stacje radiowe i telewizyjne, ale czas spojrzeć na niego fenomenologicznie. To cudownie narastająca aranżacja, zbudowana na zdecydowanej sekcji rytmicznej, gitarach i klawiszach, wzbogacających przestrzeń. Przede wszystkim zaś na głosie Belindy.
Sytuacja liryczna w tekście jest wprawdzie czasowo powiązana z końcówką lata, ale lekki klimat pozwala tratować ten utwór jako ambitniejszy wakacyjny hit.

82 85 Hifi 06 2017011



2.    Asia „Heat Of The Moment” z płyty „Asia” (1982)
Supergrupę Asia, w najbardziej klasycznym składzie, tworzyli: John Wetton (King Crimson, UK, Uriah Heep, Wishbone Ash), Steve Howe (Yes), Geoff Downes (Yes, The Buggles) i Carl Palmer (Emerson, Lake and Palmer). Z zespołu niejednokrotnie szydzono, zarzucając mu skok na kasę i brak artystycznych ambicji. Istotnie, muzycy, znani dotąd z ambitnych przedsięwzięć, wzięli się za wykalkulowany radiowy pop-rock. Prawda jest jednak taka, że było to bardzo dobre i nie ma co narzekać na lekki odskok w kierunku list przebojów.
Polecany utwór to szlagier, chętnie grany przez radia do dziś. Warto jednak pomyśleć o wielkich muzykach w innym kontekście. Wszak John Wetton niedawno nas opuścił, a z wielkiego tria Emerson, Lake and Palmer pozostał tylko Carl Palmer.

82 85 Hifi 06 2017001



3.    Deep Purple „Perfect Strangers” z płyty „Perfect Strangers” (1984)
Większość dynamicznych kawałków brytyjskiego bandu nadaje się do jazdy, jednak w naszej letniej składance daliśmy szansę tytułowemu evergreenowi z płyty „Perfect Strangers”. Purple powrócili wówczas w pierwotnym składzie, po latach kłótni i eksperymentalnych konfiguracji. Choć znakomity David Coverdale, zastępujący Iana Gillana, w roli frontmana sprawdzał się świetnie, to gros największych przebojów grupy powstało z wokalem tego pierwszego.
Powrót Deep Purple był czymś wielkim. Dojrzali wówczas muzycy (większość pomiędzy czterdziestką a pięćdziesiątką) nie wiedzieli, czy formuła dość surowego hard rocka sprawdzi się w kolorowych latach 80. Jednak dobra muzyka broni się sama i tak też było w tym przypadku.
Mocna, namacalna, jakby nagrana w niewielkim pomieszczeniu sekcja rytmiczna, przesterowany hammond i TEN głos, wzbogacony efektami echa i ciekawymi harmoniami. Gitara zeszła na nieco dalszy plan. W przeciwieństwie do klasycznych hitów grupy, riff tutaj nie dominuje. Ale to nie znaczy, że jest mniej czadu, bo utwór jest porywający i świetnie się przy nim jeździ.

82 85 Hifi 06 2017001



4.    Led Zeppelin „Immigrant Song” z płyty „Led Zeppelin III” (1970)
Muzyka Led Zeppelin dla niektórych jest „biblią”, a dla innych już tylko przebrzmiałym folklorem minionych lat. Co by jednak nie mówić o archaiczności tych dźwięków, są w twórczości Zepów wątki, które szanować należy i koniec. Jeden z nich to „Immigrant Song”. Nie będziemy się rozwodzić nad wpływem kompozycji na późniejsze myślenie metalowych zespołów, nad jej obecnością w filmach oraz przełomowym i inspirującym charakterem. Ciężki riff sekcji: motoryczny, jednostajny, tyrtejski; zawodzący głos Planta i stremolowana gitara Page’a tworzą klimat dynamiczny, acz niejednoznaczny. Tekst opowiada o Wikingach eksplorujących nowe przestrzenie w poszukiwaniu lepszego jutra.

82 85 Hifi 06 2017001



5.    Rush „Marathon” z płyty „Power Windows (1985)
Utwór pochodzi z tego okresu w karierze słynnego kanadyjskiego tria, w którym panowie zostali zmiażdżeni przez prawie wszystkich krytyków świata. Oto bowiem zespół z rodowodem rockowo-progresywnym (a nawet hard rockowym) zaczął coraz chętniej sięgać po syntezatory, a coraz rzadziej po gitary. A jeśli nawet szalone jazdy po sześciu strunach Alexa Lifesona współtworzyły muzyczne pejzaże, to dla purystów były już tylko dopełnieniem klawiszowych plam.
Tymczasem prawda wygląda inaczej. Owszem, Rush z „okresu syntezatorowego” nie był tym samym zespołem, co w czasach wielkich płyt pokroju „2112”. Nie był, ponieważ grał jeszcze lepiej; wręcz rozwinął się warsztatowo do stopnia wirtuozerskiego i tworzył piękne melodie, brzmiąc bardziej przestrzennie niż kiedykolwiek wcześniej. Wyklęta przez krytykantów, uwielbiana przez fanów płyta „Power Windows” przyniosła wiele fantastycznych kompozycji. Jedną z nich jest idealna do uprawiania sportu, ale też jazdy samochodem „Marathon”. To motywująca pieśń o tym, że i tak nigdy nie osiągnie się szczytu, więc ważne jest, by biec jak najdłużej i w jak najlepszym stylu. Maraton jest tutaj, rzecz jasna, metaforą życia.

82 85 Hifi 06 2017001



6.    Donkeyboy „We Can’t Hide” z płyty „Caught Into Life” (2009)
Norweska kapelka, złożona z dziwacznych wymalowanych facecików w kolorowych rurkach, a od roku 2009 także z bardzo ładnej pani – Linnei Dale (finalistki ichniego „Idola” w roku 2007). Muzycznie jednak rzecz bardzo ciekawa.
Pierwsza płyta „Caught Into Life” to świetna produkcja, idealna do budzenia się i jazdy samochodem. To uwspółcześniony, lekki, ale dynamiczny synth pop ze zgrabnymi nawiązaniami do lat 80. XX wieku. Przede wszystkim jednak znakomicie wyprodukowany (Simen M Eriksrud & Espen Berg).
Brzmienie jest klarowne, ale bogate; przestrzenne, ale punktowe. Mimo to jeden z intelektualnie zabetonowanych fanów lat 80., któremu tę płytę podsunąłem, na drugi dzień niemal rzucił mi ją w twarz, krzycząc, że nawet najlepsza produkcja nie zastąpi prawdziwego klimatu tamtych lat. Za to mój ojciec z zachwytem łyknął całość i oznajmił: „Synu, ta muzyka jest tak świeża, dynamiczna i pozytywna, że znów, na chwilę, znalazłem się w RFN roku 1982”.
Choć najpopularniejszym singlem z krążka był „Ambitions”, polecamy coś innego, nadal jednak pozostającego w klimacie płyty. Rekomendowany utwór to niebywale energetyczna, dramatyczna i melodyjna piosenka. Jeśli zastanawiacie się nad doborem podkładu do szybkiej jazdy, to ten jest idealny.

82 85 Hifi 06 2017001



7.    The Killers „Mr Brightside” z płyty „Hot fuss” (2005)
W latach 2004-2006 mainstream ogarnęła moda, która na obrzeżach systemu i w offie czaiła się już od końca lat dziewięćdziesiątych. Pewnie słyszeliście o zjawiskach „post-punk revival”, „new wave revival”, „garage rock revolution” albo „new rock revolution”. Innymi słowy, świat ogarnął trend na młode zespoły gitarowe.
Nastąpił wysyp bandów, które do muzyki podchodziły w sposób nowoczesny i nieobciążony kompleksami. Tak dowiedzieliśmy się m.in. o Interpolu, The Hives, The White Stripes, Arctic Monkeys czy Yeah Yeah Yeahs. Pojawiły się też rzeczy bardzo komercyjne, czytelne i… najlepsze na tle całego grona. Częściowo inspirowane, częściowo nakręcane przez omawianą modę. Z sortu najbardziej radiowego należy wyróżnić grupy: Franz Ferdinand i The Killers. Do pierwszego z nich pewnie jeszcze kiedyś wrócimy, natomiast drugi już teraz znalazł się na naszej letniej liście polecanych utworów.
„Mr Brightside” to dynamiczna i hałaśliwa kompozycja. Opowiada o zazdrości i trudnej do opanowania namiętności. W teledysku gra m.in. Eric Roberts i nasza piękna Iza Miko. Numer na płycie jest świetny, jednak my jeszcze mocniej polecamy remiks oryginalnego utworu autorstwa Stuarta Price’a („Mr Brightside. Thin White Duke Remix”). W wersji brytyjskiego producenta jest mniej czadowy, bardziej transowy i dostojny, wolniejszy (a zatem podchodzący z większym szacunkiem do pięknej harmonii), dłuższy, ale nadal idealny do jazdy samochodem.
I wszystko się pięknie zazębia. Pochodzący z Las Vegas band, swego czasu nazywany „najbardziej angielskim spośród amerykańskich zespołów”, jeszcze lepiej brzmi w oprawie utalentowanego producenta z Wysp.

82 85 Hifi 06 2017001



8.    Creedence Clearwater Revival „Have You Ever Seen The Rain” z płyty „Pendulum” (1970)
Na naszej letniej składance mogło się znaleźć mnóstwo utworów z repertuaru Creedence Clearwater Revival. Choćby popularny i mocno wyeksploatowany „Fortunate Son” albo, bardziej znany w wykonaniu Tiny Turner, „Proud Mary”, albo „Green River” czy „Bad Moon Rising”. Ich twórczość to klasyka, która znalazła się na ścieżkach dźwiękowych wielu filmów i na niezliczonej ilości składanek. Częstokroć znacie utwór, a nie wiecie, że to oni. Piosenki Creedence Clearwater Revival to kanon, od którego się nie ucieknie.
„Have You Ever Seen The Rain” jest rockowy i może dlatego sprawdził się w Europie, nawet w konfekcyjnym wykonaniu Roda Stewarta. Polskie rozgłośnie chętniej grają tę wersję niż oryginalną, ale to w oryginalnej drzemie prawdziwa siła. Tekst opowiada o życiowej sinusoidzie i o tym, że świat poznaje się dopiero wtedy, kiedy człowiekowi nieobce są zarówno „zimne słońce”, jak i „ciężki deszcz”.

82 85 Hifi 06 2017001



9.    Bonnie Tyler „The Best” z płyty „Hide Your Heart” (1988)
W ramach szpanowania muzyczną erudycją („Jak to? Nie wiecie, że oryginału wcale nie śpiewała Tina Turner?”) możemy się posiłkować utworem „The Best” w pierwotnym, mniej znanym wykonaniu. Oficjalna legenda jest taka, że Tina ulepszyła ten utwór. No cóż, Dan Hartman, z którym tę piosenkę wyprodukowała, przeniósł aranżację i brzmienia bardziej w kierunku przyszłości, ale pod względem ekspresji oraz poziomu artystycznego naprawdę nie ma wielkich różnic. Jako że większość ludzi nie ma pojęcia o wykonaniu Bonnie, utarło się, że to kawałek Tiny Turner. Przypominamy jednak, że „Rockowa Babcia” często „kowerowała” i robiła to bardzo dobrze. Na naszą letnią składankę polecamy jednak wersję Bonnie. Tekst jest apostrofą do ukochanego faceta i stwierdzeniem, że generalnie to jest najlepszy i że nie ma drugiego takiego jak on.

82 85 Hifi 06 2017001



10.    Berlin „Take My Breath Away” z płyty „Count Three and Pray” (1986)
Jedyna ballada w naszym zestawieniu. Ma jednak w sobie coś tak dynamicznego i nakręcającego, że nie odstaje od szybkich utworów. Być może chodzi o perkusję, być może o dramatyczną, narastającą ekspresyjność wokalistki, a być może o wszystko naraz.
Tekst opowiada o ekscytujących i elektryzujących początkach związku. O tym, że jest niesamowicie, w sumie to jeszcze nic nie wiadomo, ale tak generalnie to chyba miłość. Na pewno coś wielkiego i pięknego, więc jedynym wyjściem jest poddanie się fali namiętności.
Dla wielu to tylko przytulanka ze ścieżki dźwiękowej filmu „Top Gun” (piosenka zdobyła Oskara w 1986 roku). Dla nas to klasyk, który warto sobie odświeżyć latem tego roku. Aż trudno uwierzyć, że od premiery minęło ponad 30 lat!

Na liście naszych propozycji mogłoby się znaleźć sto innych utworów, ale na razie polecamy powyższe. Kluczem do selekcji było realne sprawdzenie działania wybranych kompozycji w warunkach autostradowych, a także przedstawienie przykładów albo tak oczywistych, że aż łatwych do zignorowania, albo, dla kontrastu, całkiem zapomnianych.
W następnym numerze „10 utworów na wakacyjny plener” oraz „10 utworów do pracy latem w mieście”.

Lista rezerwowa:
1.    Porcupine Tree „The Sky Moves Sideways (Phase One)”
2.    U2 „Pride (In The Name Of Love)”
3.    Kim Wilde „Never Trust A Stranger”
4.    Gerry Rafferty „Baker Street”
5.    Gary Numan „Cars”
6.    A-ha „Minor Earth Major Sky”
7.    John Wetton „Jane”
8.    Toto „Stop Loving You”
9.    Men at Work „Down Under”
10.     The Ataris „Boys Of Summer”

 

 

 

Michał Dziadosz
Źródło: HFM 06/2017


Pobierz ten artykuł jako PDF